Archive for Czerwiec 2017

Pierwotne systemy pisma

Przez niezliczone, jak się wydaje, tysiąclecia ludzie posługiwali się metodą komunikacji o wysokim stopniu umowności, zwaną mową. Ale nieprędko wypracowali metody utrwalania swojej mowy w formie pisma.

Read the rest of this entry »

Językowa rodzina chińsko-tybetańska i jej sąsiedzi cz. II

Pokrewną grupę stanowią języki tybetańskie i birmańskie, używane na rozległym terytorium między Indiami i Chinami, zwanym dawniej Indochinami. Mają one wspólne cechy fonetyczne i wspólne sposoby derywacji za pomocą przedrostków i przyrostków. Istnieje prawdopodobieństwo jakiegoś powiązania z językiem chińskim, ale nie jest to zupełnie pewne. Do ciekawszych cech języków grupy tybetańskiej należy występowanie czasownika bez podmiotu osobowego w naszym rozumieniu: oznacza to, że jakaś akcja czy stan, w jakim się coś znajduje, pojmowane są jak gdyby abstrakcyjnie, a ich relację do wykonawców czy odbiorców trzeba wyrazić innymi sposobami niż koniugacja w naszym rozumieniu tego terminu. Wyróżnia się tu raczej aspekty niż związki czasowe. Ponadto granica między tym, co nazywamy rzeczownikiem i czasownikiem, nie była wyraźna, przynajmniej w dawnych czasach, podobnie jak nie jest ona w wielu przypadkach wyraźna w dzisiejszej angiel- szczyźnie. (To samo bezosobowe traktowanie czasownika, położenie nacisku na jego aspekt i brak formalnej różnicy pomiędzy rzeczownikiem a czasownikiem obserwujemy w grupie thai, na terenie, który stanowił niegdyś francuskie Indochiny.) Birmański uległ większym zmianom niż konserwatywny tybetański, częściowo z powodu większego nań wpływu języka staroindyjskiego (san- skrytu).

Read the rest of this entry »

Język a teoria prawdopodobieństwa cz. II

Badania statystyczne w każdej dziedzinie ludzkiego zachowania opierają się na częstotliwości występowania pewnych zjawisk w stosunku do innych zjawisk. W języku angielskim stwierdza się np., że istnieje duże prawdopodobieństwo, iż po wyrazie the nastąpią inne wyrazy pewnej określonej grupy, ale nie wyrazy innych grup. I tak Anglicy zaakceptują wypowiedzenie zaczynające się od The man… «mężczyzna», The man-power… «siła robocza», The mandrake… («mandragora», The mandate… «mandat» itd., ale nie zaakceptują wypowiedzenia zaczynającego się od The thinks… (gdzie the postawiliśmy przed czasownikiem) czy nawet The mankind (gdzie the postawiliśmy przed wyrazem mankind «ludzkość»). Z takich obserwacji możemy wyciągnąć wnioski dotyczące rodzaju wyrazów czy pojedynczych morfemów, które mogą następować po the: a nawet więcej: możemy ocenić względne prawdopodobieństwo tego, że jakiś wyraz następujący po the będzie miał po sobie raczej tę sekwencję morfemów niż inną spośród dostępnych w języku angielskim. W tym celu byłoby oczywiście konieczne zestawienie przykładów zaczerpniętych z niezwykle obfitego materiału: miliony wyrazów w potoku mowy. To jednak jest wykonalne. Okazałoby się wówczas, że najwyższy wskaźnik prawdopodobieństwa ma – jak można się było spodziewać – prosta forma man. Rzeczownik złożony man-power byłby prawdopo- dobnie drugi. Wyraz mandate mógłby się uplasować równie wysoko: ale jest to przykład, przy którym łatwo o nieporozumienie. Historycznie element man- pochodzący od łac. manus «ręka» nie ma nic wspólnego z tak samo brzmiącym ang. morfemem man «człowiek»: mandat to była umowa w sensie zlecenia (danego „do ręki“). Prawdą jest jednak, że fakt ten nie ma znaczenia z punktu widzenia synchronicznego i jest całkiem prawdopodobne, że dzisiaj wielu Anglików, przy braku wykształcenia klasycznego, identyfikowałoby man- z wyrazem man, podobnie jak wielu identyfikuje pierwszy element w sextette (który znaczy «sześć») z tak samo brzmiącym morfemem sex. Częstotliwość man- w porównaniu z man trzeba by jednak ustalić drogą systematycznych badań. Te same problemy powstają w związku z wyrazami mandrake i mandragora, których częstoliwość występowania jest niska.

Read the rest of this entry »

Wyrażenie „w izolacji”

Istnieją języki, w których cała wypowiedź przyjmuje formę czegoś, co można by nazwać wyrazem pojedynczym, złożonym z współzależnych form niesamodzielnych i samodzielnych. To wszystko wskazuje, jak trudno dać uniwersalną definicję terminu „wyraz“, definicję, która odbijałaby stan faktyczny we wszystkich językach.

Read the rest of this entry »

Składnia, czyli relacje między elementami zdama cz. II

Lista tagmemów, należy zauważyć, uwzględnia tylko cechy gramatyczne składników następujących po sobie w określonym układzie linearnym. Istnieją jednak odpowiedniości występujące bez względu na szyk, np. odpowiednie ść końcówek, którą można stwierdzić zarówno w dominant bondm, jak i w bondm dominam. Tu znowu występowanie właśnie tej samogłoski, a nie innej jest niewątpliwie cechą gramatyczną, ale nie ma nic wspólnego z szykiem linearnym. Być może, w tym wypadku lepiej by było mówić o taksemie selekcji, w tym rozumieniu, że mówiący „wybiera“ pomiędzy różnymi formami, jakie ma do dyspozycji, z których wszystkie są równie dozwolone w ramach struktury poprzedzających i następujących morfemów. W takim wypadku pierwszy taksem Bloomfielda można by przemianować na taksem klasyfikacji. Terminologia taksemiki wydaje się wymagać dalszych studiów.

Read the rest of this entry »

Prawdopodobieństwo występowania jakiegoś jednego fonemu po innym

Można również badać prawdopodobieństwo występowania jakiegoś jednego fonemu po innym. Nie jest to równoznaczne z prawdopodobieństwem występowania po sobie liter, szczególnie w językach o archaicznej ortografii, jak angielski i francuski. Jednakże jedno i drugie może podlegać badaniom. Wczesny przykład zastosowania teorii prawdopodobieństwa do pisowni angielskiej można znaleźć w noweli Edgara Allana Poego pt. Złoty żuk. Notatka dotycząca ukrytego skarbu, sporządzona przez kapitana Kidda, słynnego pirata, została zakodowana, jak byśmy dziś powiedzieli, w symbolach składających się z liczb i umownych znaków, jak ),’ i f. Odkrywca tej notatki zaczyna deszyfrowanie od stwierdzenia faktu, że e jest literą najczęściej używaną w pisowni angielskiej : zna on także dalsze miejsca innych liter. Wie również, że e jest w angielskiej pisowni często podwajane oraz że the jest najczęściej używanym wyrazem. Ta wiedza pozwala mu zidentyfikować symbole, którymi oznaczono inne litery, gdy przechodzi od odcyfro- wania the do tree, degree itd., aż do rozszyfrowania całej notatki. Metoda rozszyfrowania zastosowana przez Poego jest interesująca do dziś, chociaż nasze sposoby daleko wyprzedzają wszystko, co Poe mógł sobie wyobrazić.

Read the rest of this entry »

Niektóre specjalne czynniki środowiskowe

Przytoczone wyżej przykłady z pewnością wykazały, ile to skomplikowanych czynników psychologicznych odgrywa rolę przy zmianie znaczeń wyrazów. W każdym razie jedno jest jasne. Wszystkie zmiany wszelkich typów, jeśli mają się przyjąć, muszą być zaakceptowane przez społeczeństwo. Indywidualne odchylenia i innowacje nic nie znaczą, jeśli nie pochwyci ich większa grupa. A kiedy to się stanie, mogą zacząć działać pewne bardzo specyficzne czynniki, związane ze sposobem życia danego społeczeństwa i z jego sposobem patrzenia na rzeczy. To każe nam jeszcze rozważyć zbiorowe postawy ludzi żyjących razem, postawy, które mogą wywoływać lub przynajmniej przyspieszać niektóre ogólne typy zmian semantycznych wymienione w poprzednim podrozdziale.

Read the rest of this entry »

Podwaliny współczesnego językoznawstwa cz. II

Jednakże pomimo znacznego kroku naprzód, jaki stanowiły naukowe sformułowania Grimma i studia porównawcze nad fleksją, prowadzone dalej przez Boppa i jego następców, wiele było jeszcze spraw, które pozostawały nadal niejasne. Na przykład stwierdzano często, tp spółgłoski śródgłosowe (występujące w środku) wyrazów germańskich zachowały się inaczej niż spółgłoski nagłosowe (początkowe): czasem zgadzały się z formułą Grimma, a czasem nie. Takie pozorne nieregularności traktowano początkowo w sposób dość arbitralny, jakby nie zasługiwały na poważniejsze rozpatrzenie. I tak alternacje spółgłosek śródgłoso- wych reprezentowane przez staro-wysoko-niem. slahan : gislagen «uderzyć : uderzony», współczesne nowo-wysoko-niem. ziehen : ge- zogen «ciągnąć : ciągnięty» lub przez staroang. snipan : sniden «ciąć : cięty» i nowoang. seethe : sodden «gotować : gotowany» odłożono z początku na bok jako warianty przypadkowe. Później jednak, jeszcze w tym samym stuleciu – dokładnie w 1875 r. – Karlowi Vernerowi udało się dowieść, że pojawienie się spółgłosek dźwięcznych, jak g czy d, na miejscu spodziewanych bezdźwięcznych, jak h czy t, było zależne od miejsca pierwotnego akcentu. Jeśli sylaba była nagłosowa lub padał na nią główny akcent, wtedy działało prawo Grimma, jeśli nie – wówczas zachodziły dodatkowe zmiany, przynoszące udźwięcznienie spółgłoski, która uległa przesuwce: tzn. h z przesuwki k} h ostatecznie przeszło w g, a p zostało udźwięcznione do 5 i ostatecznie przeszło w angielskim w d, jeśli nie uchronił go od zmiany akcent główny.

Read the rest of this entry »