Szkodliwe uprzedzenia dla badania języków w średniowieczu

Aby oddać sprawiedliwość Voragine’owi, Chaucerowi i im podobnym, należy zauważyć, iż w gruncie nie pretendowali oni do podawania etymologii w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. Po prostu nie dbali o to, czy takie lub inne proponowane przez nich pochodzenie wyrazu było historycznie poprawne, o ile tylko mogło oddziaływać umoralniająco: a przecież byli dostatecznie inteligentni, by wiedzieć, że tylko jedna wersja mogła być prawdziwa. Tyle tylko, że po prostu fakty z historii języka były im wysoce obojętne.

Pomimo tych postaw i uprzedzeń szkodliwych dla badania języków poczyniono w średniowieczu trochę obserwacji i podniesiono pewne kwestie, które wytyczyły drogę dla bardziej owocnych poszukiwań w późniejszych czasach. Zauważono rozbieżności pomiędzy pewnymi regułami klasycznej gramatyki łacińskiej a stosowaniem form w tłumaczeniu Biblii zw. Wulgatą. W Anglii w VII w. istniała pewna znajomość hebrajskiego, greki i łaciny: Beda Venerabilis w książce, którą napisał ok. 700 r., a która dotyczyła figur retorycznych i przenośni użytych w Wulgacie, potrafił prawidłowo wyjaśnić grecką terminologię retoryki starożytnej. Innego typu umiejętnościami językoznawczymi posłużył się staro- angielski uczony Aelfric, pisząc dla swoich uczniów gramatykę łacińską w języku staroangielskim (ok. 1000 r.). W łacińskiej przedmowie wskazał, że tekst ten pomoże im zrozumieć gramatykę ich własnego języka. W jego postawie widać ogromne poszanowanie języka ojczystego. W początkach XIII w. uczony Robert Grosseteste, biskup Lincolnu, studiował zarówno grekę, jak i hebrajski, aby przygotować się w ten sposób do skuteczniejszego przekonywania Żydów (drogą pokojową) o słuszności chrześcijaństwa.

Leave a Reply